Wszyscy kochają bzy, tak samo jak wszyscy kochają brytyjski akcent i żelki (jeśli nie kochasz, znaczy, że z pewnością jesteś podstawionym reptilianinem i lepiej się nie przyznawaj).
Też je kocham, maniakalnie wręcz, w związku z czym znów wymknęłam się na parę dni do domciu, siedzieć pod drzewem i ćpać wonie.
Bzy są dobre. Nie dość, że pachną nieziemsko, aż fala zapachu podczas wychodzenia na ogród za każdym razem niemalże zwalała z nóg i szło się kwieciem ujarać, to jeszcze dobrze się kojarzą.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starachowice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starachowice. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 21 maja 2015
poniedziałek, 4 maja 2015
Ogródkowo dekupażowo
Majówka - checked. Nawet grill był, bo jak wiemy, majówka bez grilla się nie liczy. Szczerze mówiąc, nie lubię takich przedłużanych weekendów, majowego zwłaszcza. Nagle cały kraj, naraz i solidarnie, dyszy żądzą urlopu, odpoczynku na łonie i wyjechania z miejsca zamieszkania celem przemieszczenia się gdziekolwiek. W domach zostają tylko frajerzy i looserzy! - więc cały kraj i przyległości wypełniają się hurtowymi ilościami niedzielnych turystów, a fejsbukowe tablice - galeriami zdjęć pod tytułem "zazdrośćcie mi, ruszyłem zad z domu!".
Żeby nie było, nie jestem frajerem i looserem, też się przemieściłam. Zaszyć się w czeluściach rodzinnej wioski. No i zrobić grilla, oczywiście. No ale nieważne, było minęło, ludzie powrócili do domostw i obowiązków, a ja dalej się zaszywam.
Dziś będzie więc tak bardziej codziennie i relacjonująco. "Drogi pamiętniczku, tak minął mi mój dzień..."
Dzień zaczął się od walki. Leń na lewym ramieniu rzekł takoż: "Obczaj to słonko, słonko, idź po leżak i nie rusz się spod czereśni do wieczora, korzystaj póki się da". Pracuś na ramieniu prawym zaś dźgnął mnie w wyrzut na sumieniu i kazał się zająć czymś produktywniejszym niż obrastanie tłuszczem i rozwiązywanie sudoku (btw nauczyłam się rozwiązywać sudoku. Czyż nie jest to wystarczający sukces?). Nim ta wyimaginowana dwójka zabrała się do walki na gołe klaty w kisielu, postawiłam na kompromis, i urządziłam sobie pod tą czereśnią dekupażową minipracownię.
Żeby nie było, nie jestem frajerem i looserem, też się przemieściłam. Zaszyć się w czeluściach rodzinnej wioski. No i zrobić grilla, oczywiście. No ale nieważne, było minęło, ludzie powrócili do domostw i obowiązków, a ja dalej się zaszywam.
Dziś będzie więc tak bardziej codziennie i relacjonująco. "Drogi pamiętniczku, tak minął mi mój dzień..."
Dzień zaczął się od walki. Leń na lewym ramieniu rzekł takoż: "Obczaj to słonko, słonko, idź po leżak i nie rusz się spod czereśni do wieczora, korzystaj póki się da". Pracuś na ramieniu prawym zaś dźgnął mnie w wyrzut na sumieniu i kazał się zająć czymś produktywniejszym niż obrastanie tłuszczem i rozwiązywanie sudoku (btw nauczyłam się rozwiązywać sudoku. Czyż nie jest to wystarczający sukces?). Nim ta wyimaginowana dwójka zabrała się do walki na gołe klaty w kisielu, postawiłam na kompromis, i urządziłam sobie pod tą czereśnią dekupażową minipracownię.
![]() |
| (tak, tu właśnie udokumentowano tę ciężką walkę) |
sobota, 2 maja 2015
Weekend majówkowy w pełnej krasie, rodzinnie obżarłam się własnoręcznie produkowanym sushi, a koty mnie solidarnie obsiadły, można więc coś napisać. Na rozruszanie - temat stary i przewałkowany już milion razy - czyli Paganarium (ze strony lewej waszych szlachetnych monitorów link do fanpejdża, jakby ktoś się zaplątał przypadkiem itd etc.) (kiedyś pewnie ogarnę jak zrobić link bezpośrednio w tekście) (w scenariuszach należy unikać nadmiaru nawiasów. Serio).
O robieniu filmów non-profit w Polsce pewnie można by napisać niejedną szaloną powieść i niejeden szalony film, ale wszyscy, którzy mogliby to zrobić, chwilowo są siwi, martwi albo leczą się z uzależnienia od kofeiny w ośrodku zamkniętym. Pewnie jak skończę pilotowy odcinek mego dzieua, dołączę do tego zacnego grona.
Bo tak, pilot powstanie (nie, nie wiem kiedy. Ma ktoś 6 tysięcy na zbyciu? Nie? Szkoda). I tak, to niestety normalne, że projekty niekomercyjne ciągną się jak Smród za Paskudnym Starym Ronem, a podstawowym problemem jest, oczywiście kasa (czy też raczej jej brak). Czynnik ludzki i złośliwe siły wyższe takoż. I obserwacje z doświadczeniem połączone mówią, że to nie tylko nasz paganariumowo wampirzy problem, a raczej typowa bolączka "młodych zdolnych i ambitnych". Teksty w rodzaju "nie wierzę, że wam się to uda" są na tyle częste, że niestety są już totalnie obojętne (może ktoś wymyśli coś nowego, bardziej motywującego? Cokolwiek? ). Liczę jednak, że jak już ruszymy z jakimś wspieramto czy inszym crowdfoundingiem, to oprócz malkontentów pojawi się i grono optymistów (nad kampanią trwa tak zwana "praca logistyczna". Jakie "nagrody" byłyby zachęcające dla potencjalnych sponsorów? Autograf na cycku czy kolacja przy świecach z głównymi bohaterami?).
Niejedna smętna (i nie tylko) refleksja odnośnie pracy Glusiów Filmowców pojawi się pewnie przy okazji opowieści z kolejnych planów zdjęciowych. A na razie zostawiam pierwszy (i na razie jedyny) teaser, dla tych wszystkich osób, które przybędą tu jak blogaś będzie już Sławny I Bogaty.
O robieniu filmów non-profit w Polsce pewnie można by napisać niejedną szaloną powieść i niejeden szalony film, ale wszyscy, którzy mogliby to zrobić, chwilowo są siwi, martwi albo leczą się z uzależnienia od kofeiny w ośrodku zamkniętym. Pewnie jak skończę pilotowy odcinek mego dzieua, dołączę do tego zacnego grona.
Bo tak, pilot powstanie (nie, nie wiem kiedy. Ma ktoś 6 tysięcy na zbyciu? Nie? Szkoda). I tak, to niestety normalne, że projekty niekomercyjne ciągną się jak Smród za Paskudnym Starym Ronem, a podstawowym problemem jest, oczywiście kasa (czy też raczej jej brak). Czynnik ludzki i złośliwe siły wyższe takoż. I obserwacje z doświadczeniem połączone mówią, że to nie tylko nasz paganariumowo wampirzy problem, a raczej typowa bolączka "młodych zdolnych i ambitnych". Teksty w rodzaju "nie wierzę, że wam się to uda" są na tyle częste, że niestety są już totalnie obojętne (może ktoś wymyśli coś nowego, bardziej motywującego? Cokolwiek? ). Liczę jednak, że jak już ruszymy z jakimś wspieramto czy inszym crowdfoundingiem, to oprócz malkontentów pojawi się i grono optymistów (nad kampanią trwa tak zwana "praca logistyczna". Jakie "nagrody" byłyby zachęcające dla potencjalnych sponsorów? Autograf na cycku czy kolacja przy świecach z głównymi bohaterami?).
Niejedna smętna (i nie tylko) refleksja odnośnie pracy Glusiów Filmowców pojawi się pewnie przy okazji opowieści z kolejnych planów zdjęciowych. A na razie zostawiam pierwszy (i na razie jedyny) teaser, dla tych wszystkich osób, które przybędą tu jak blogaś będzie już Sławny I Bogaty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
