...no właśnie. To pytanie usłyszałam w miniony piątek już po raz trzeci, i, prawdopodobnie również po raz trzeci, odpowiedziałam coś głupiego. Wielkim mówcą raczej już w życiu nie zostanę, a nadal ciężko mi ubrać w kilka słów te wszystkie emocje i doświadczenia, które towarzyszą mi podczas festiwalu. Z góry więc ostrzegam, że będzie chaotycznie i bardzo subiektywnie. Script Fiesta to festiwal dla scenarzystów, zorganizowany w tym roku już po raz piąty przez Agnieszkę Kruk ( Storylab - Polly poleca ) w gościnnych progach Warszawskiej Szkoły Filmowej i Kina Elektronik.
Pięć dni intensywnej edukacji, interakcji i inspiracji. Wiedza jest towarem luksusowym i cennym, tu mam okazję zdobyć ją za free. I to dużo wiedzy. Spotkać dużo autorytetów i dużo fajnych osób. Korzystam więc i czerpię pełnymi garściami, bazgrolę tony notatek i wpatruję się w mądrych ludzi z rozdziawioną buzią. Innymi słowy - pięć dni totalnego oderwania od rzeczywistości, które (jak już odespałam solidnie) wypluło mnie, jak zwykle, pełną inspiracji i ciut mądrzejszą.
Dziś będzie króciutko, bo, jak obiecałam sama sobie, o pierdach nie piszę, a na większe tematy nie mam tak zwanej "weny" (miałam dziś, z nielekkimi oporami, wystąpić w spocie politycznym pisu. Aktor to kurwa, wiem. Po dokonaniu niezbędnych ustaleń i umowie ustnej z panem jakimśtam przez telefon miałam czekać tylko na sesemesa z godziną rozpoczęcia zdjęć. I tak se czekam na niego do tej pory... uznajmy to za siłę wyższą, znak z niebios i kolejny powód, żeby nie lubić pisu. Bo przecież nie potwarz od rzeczywistości, dzietam). Więc, mając "wenę" tam, gdzie plecy nazwę swą szlachetną tracą, pochwalę się Bardzo Poważnym Filmem Dokumentalnym, jaki stworzyliśmy ostatnio w bardzo zacnym teamie. Bardzo Poważny Film Dokumentalny opowiada o homo burritus i jest rewolucją w dziedzinie nauk wszelakich. Kto wie, może powstanie kontynuacja. Enjoy watching!
Miałam opisać epicko, poetycko i dramatycznie miniony mój weekend, gdyż zaiste w historii mojej prywatnej... no cóż, przejdzie do historii.
Ale nie opiszę.
Fotka dokumentująca
W każdym razie, jest środa, a ja nadal jestem pełna energii do życia, inspiracji, i chęci do działania. I dobrze bardzo, niech tak zostanie, bo z takim kopem energetycznym to wkrótce wjadę na Mount Everest na wrotkach.
Albo coś tęgo yebnie i spadnę z tych wysokich wyżyn na twarz. Co, bez wątpienia, również będzie widowiskowe.
Weekend majówkowy w pełnej krasie, rodzinnie obżarłam się własnoręcznie produkowanym sushi, a koty mnie solidarnie obsiadły, można więc coś napisać. Na rozruszanie - temat stary i przewałkowany już milion razy - czyli Paganarium (ze strony lewej waszych szlachetnych monitorów link do fanpejdża, jakby ktoś się zaplątał przypadkiem itd etc.) (kiedyś pewnie ogarnę jak zrobić link bezpośrednio w tekście) (w scenariuszach należy unikać nadmiaru nawiasów. Serio).
O robieniu filmów non-profit w Polsce pewnie można by napisać niejedną szaloną powieść i niejeden szalony film, ale wszyscy, którzy mogliby to zrobić, chwilowo są siwi, martwi albo leczą się z uzależnienia od kofeiny w ośrodku zamkniętym. Pewnie jak skończę pilotowy odcinek mego dzieua, dołączę do tego zacnego grona.
Bo tak, pilot powstanie (nie, nie wiem kiedy. Ma ktoś 6 tysięcy na zbyciu? Nie? Szkoda). I tak, to niestety normalne, że projekty niekomercyjne ciągną się jak Smród za Paskudnym Starym Ronem, a podstawowym problemem jest, oczywiście kasa (czy też raczej jej brak). Czynnik ludzki i złośliwe siły wyższe takoż. I obserwacje z doświadczeniem połączone mówią, że to nie tylko nasz paganariumowo wampirzy problem, a raczej typowa bolączka "młodych zdolnych i ambitnych". Teksty w rodzaju "nie wierzę, że wam się to uda" są na tyle częste, że niestety są już totalnie obojętne (może ktoś wymyśli coś nowego, bardziej motywującego? Cokolwiek? ). Liczę jednak, że jak już ruszymy z jakimś wspieramto czy inszym crowdfoundingiem, to oprócz malkontentów pojawi się i grono optymistów (nad kampanią trwa tak zwana "praca logistyczna". Jakie "nagrody" byłyby zachęcające dla potencjalnych sponsorów? Autograf na cycku czy kolacja przy świecach z głównymi bohaterami?).
Niejedna smętna (i nie tylko) refleksja odnośnie pracy Glusiów Filmowców pojawi się pewnie przy okazji opowieści z kolejnych planów zdjęciowych. A na razie zostawiam pierwszy (i na razie jedyny) teaser, dla tych wszystkich osób, które przybędą tu jak blogaś będzie już Sławny I Bogaty.