Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradnik. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 stycznia 2017

Jak przygotować się do sesji? Poradnik dla początkujących i średniozaawansowanych

Dziś pochylimy się nad rzeczami podstawowymi, które, choć pozornie oczywiste, niekiedy wcale oczywiste nie są, co dowiedzione zostało przez lata obserwacji, a także doświadczeń własnych. Parę słów porady od starego mursza dla osób początkujących lub chcących spróbować swoich sił przed obiektywem. Miałam dzielić te przygotowania na dwie części, ale sobie daruję, więc uwaga - będzie dużo literek!
Poradniczek można też sobie ściągnąć i przerobić na listę "to do" do odhaczania przed sesją.
Poradniczek zakłada również, że sesja ma charakter "tfp", mamy fotografa i ustalony temat sesji (choć w sumie, może punktem pierwszym powinno być: "Znaleźć fotografa i ustalić temat sesji"?).
Zapewne to, co napiszę, przyda się głównie paniom, choć panom też nie zaszkodzi poczytać, przefiltrować kawałki o depilacji i peelingach i przyswoić resztę :).
Dodajmy również, że z racji niszy, w której siedzę, porady sprawdzą się najpełniej przy sesjach artystycznych wszelakich, niekomercyjnych, robionych for fun, stylizowanych i "klimatyczno-bajkowych", choć pewne rzeczy są niezbędne, niezależnie od tego, czy robimy fashion, beauty, beauty w krzakach czy postapo.

TYDZIEŃ PRZED SESJĄ
1. Ustal z fotografem szczegóły i tematykę sesji, a także datę i warunki współpracy.
Fot. Vi and her art
Moje pierwsze starcie z klimatami postapo
W stylizacji biegałam po mieszkaniu
dwa dni, żeby ją "poczuć".
Poza tym była straszliwie wygodna ;).
Nie bój się pytać, jeśli czegoś nie wiesz, rozwiej wszelkie wątpliwości. Możesz poprosić fotografa o zdjęcia-inspiracje lub podesłać mu własne. Im więcej konkretów i pomysłów tym lepiej! Dowiedz się, czy fotograf sporządza umowę, gdzie będą publikowane zdjęcia, ile zwyczajowo ich oddaje i w jakim czasie od zakończenia sesji.
Ustalcie dokładny zamysł, omówcie, co kto przygotowuje. Dla mnie osobiście równie ważne są konkrety odnośnie czasu i miejsca zdjęć - najdalej trzy dni przed sesją potrzebuję mieć ustalone wszystko, wiedzieć, czego fotograf ode mnie oczekuje, co mam przygotować, jaki jest zamysł, gdzie się spotykamy i którego dnia, mniej więcej o której. Ostatnie dwa dni służą tylko potwierdzeniu terminu i omówieniu wpływu pogody na sesję. To już jednak jest kwestia bardziej indywidualna, niektórzy dobrze odnajdują się w spontanach. Ja jednak wolę mieć wszystko ogarnięte wcześniej.
2. Przygotuj stylizację.
Przemyśl ją, przymierz, dobierz odpowiednie dodatki, mogą być  kilku wariantach. Nie zostawiaj tego na ostatnią chwilę i nie poprzestawaj na ułożeniu stylizacji "w głowie" - bardzo często to, co pięknie wygląda w wyobraźni, na żywo... ekhm, już gorzej. Zarówno ze względu na to, że ciuszki mogą się układać na naszym ciele nie tak, jak byśmy chciały, jak i dlatego, że czasem zwyczajnie do siebie nie pasują, choć wydawałoby się, że będzie idealnie. Wersja dla hardkorów (czyli w zasadzie coś, co ja ostatnio robię całkiem regularnie): w przygotowanej stylizacji spędź ze dwa wieczory w domu. To jest ważne zwłaszcza wtedy, gdy przymierzasz się do sesji w obcych Ci klimatach, dajesz sobie czas na oswojenie się z "dziwacznością" tego stroju i potem w czasie sesji czujesz się swobodniej i bardziej naturalnie.
Nie miej oporów przed korzystaniem z usług stylistek, wypożyczalni (między innymi piszącej te słowa pokornej służki odzieży ;) ), teatrów. Zwłaszcza w przypadku sesji tematycznych, stylizowanych, warto skorzystać z pomocy kogoś bardziej doświadczonego, tym bardziej, że stawki jednoosobowych "wypożyczalni" zwykle są równe dwóm drinkom w knajpie.
Fot Daedra
Wymienne rekwizyty dla zajęcia rąk ułatwiają pozowanie,
a dodatki "robią" stylizację. Warto pamiętać o szczegółach!
Pomyśl nad rekwizytami pasującymi do tematu - przedmioty w rękach dają większe pole manewru i łatwiej jest pozować, wiadomo, co zrobić z rękami.
Pamiętaj o odpowiedniej bieliźnie, dopasowanej do stylizacji, jeśli na sesji jest stylistka - weź co najmniej dwa zestawy (biała lub czarna w zależności od kolorystyki ubrań i cielista - nie zliczę ile razy, jako stylistka, spotkałam się z tym, że nawet bardzo doświadczone fotomodelki przychodziły w czarnych stanikach, choć zdjęcia białych sukien udostępniałam tydzień przed sesją)
Nie bój się sięgać po inspiracje, przeglądaj np. pinterest w poszukiwaniu pomysłów na stroje, dodatki, pozy, kadry.
3. Poćwicz pozowanie.
Zapoznaj się z tutorialami odnośnie pozowania - oglądaj filmiki na youtube, czytaj artykuły i wpisy doświadczonych osób - nawet jeśli masz już kilka sesji za sobą, warto jest to robić, zwłaszcza jeśli testujesz różne style i klimaty - inaczej pozuje się w fotografii beauty, inaczej w fashion, a jeszcze inaczej w fotografii sensualnej czy w "sesjach gatunkowych" (termin uknuty na poczekaniu od "kina gatunkowego", czyli wszelkie horrory, fantasy, bajki, romanse i opowieści, czyli to, czym zajmuję się ja).
Fot Yumikasa
Mimika jest istotna w każdym rodzaju
fotografii.
Ćwicz pozy i mimikę przed lustrem. Zobacz jak Twoje ciało i twarz wygląda w różnych pozycjach, kiedy jest najkorzystniej pokazane. Próbuj wyrażać twarzą różne emocje - najgorsze, co może robić aspirująca fotomodelka, to mieć na każdym zdjęciu ten sam wyraz twarzy. A jeśli jest to "neutralny" wyraz, twarz jest martwa i masz minę jakbyś była ekstremalnie znudzona - wtedy nie ocali Cię nawet nieziemska uroda. Nie bój się popracować paszczą, dla eksperymentu przerysuj grymasy przed lustrem. Twarz jest pełna różnych dziwnych mięśni, nie lękaj się z nich korzystać!
Jeśli inspiracją do sesji jest np nurt w sztuce, film, obraz czy postać - zapoznaj się z tym. Nieraz widziałam sesje bardzo tematyczne, gdzie modelki nie miały pojęcia kim są i jaki klimat ma być kreowany - owszem, da się. Tylko po co?
4. Zadbaj o siebie.
2 dni przed zdjęciami, wieczorem, zrób peeling twarzy i ciała. Dokładnie oczyść twarz, jeśli cera na to pozwala i masz tendencję do pozatykanych porów, użyj peelingu gruboziarnistego. Możesz wykonać parówkę i nałożyć żelatynową maskę oczyszczającą pory. Użyj balsamów, rozpieść się troszkę, nawilż skórę.
Unikaj niezdrowego, słonego lub ostrego jedzenia. To, co wkładamy do brzucha, ma ogromny wpływ na stan naszej skóry, a przecież nikt nie chce iść na wymarzone zdjęcia z wągrami i pryszczami. Nie zarywaj nocek, unikaj sytuacji, które spowodują, że w dniu zdjęć będziesz leżeć obolała.
5. Czego NIE robić?
Przede wszystkim! Nie stresuj się! To ma być przyjemność i zabawa, nie powód do nerwów.
Po drugie: nie odchudzaj się. To nic nie da. W kilka dni możesz zgubić co najwyżej kilogram wody z organizmu i zafundować sobie potężną migrenę/rozwolnienie. Wszelkie trzydniowe diety oczyszczające typu "będę jeść jabłka i jogurty aż nie pęknę" tudzież głodówki na ostatnią chwilę mogą się skończyć tylko źle - w najgorszym razie zasłabnięciem w czasie zdjęć albo niemożnością opuszczenia porcelanowego tronu. A tego kilograma i tak w ogóle nie będzie widać.

W PRZEDEDNIU SESJI
Pogódź się z myślą, że wieczór przedsesyjny poświęcasz dbaniu o urodę. Prawdopodobnie cały. Czy to pierwsza sesja, setna czy tysięczna... Po prostu tak jest. Zawsze. I może się jedna z drugą obruszy, że takie oczywistości piszę, ale... wszystkie przykłady są z życia (na szczęście: zwykle nie mojego) wzięte. Po kolei więc:
1. Zadbaj o brwi, wydepiluj wąsik - po co dodawać fotografowi pracy. Wydepiluj nadmiar włosków, wyrównaj kształt brwi. Nie gól ich na zero i nie odrysowuj od szklanki. Nie depiluj brwi w dniu zdjęć - wosk pozostawia koszmarne czerwone podpuchnięte podrażnienia, które ciężko zamaskować najlepszym nawet podkładem.
2. Pozbądź się nadmiaru włosków z całego ciała. Nawet jeśli nie planujesz pokazywać nóg czy pach - ogól i tak. Na wszelki wypadek. Jeśli planowane są zdjęcia typu beauty czy postać księżniczki z bajki - nie zapomnij o włosach na przedramionach. Choć na co dzień nam nie przeszkadzają - na zdjęciach wyglądają źle.
3. Ogarnij dłonie i paznokcie - źle widziane są paznokcie w jaskrawych kolorach, z tipsami lub nierówne i zaniedbane. Pomaluj je tylko jeśli tak ustalisz z fotografem i tylko na ustalony kolor. Nie zliczę, ile razy widziałam "fotomodelki" które na sesje beauty czy baśniowe przychodziły z długimi pazurami w jaskrawych kolorach. I odmawiały ich zmycia.
4. Zadbaj o stopy. Nawet jeśli nie będą pokazane.
5. Nałóż na całe ciało balsam lub olejek - nawet jeśli planowana jest sesja portretowa, zadbanie o ciało zwiększa pewność siebie i poprawia nastrój. Poza tym nierzadko w czasie sesji zmienia się lekko koncepcja, okazuje się, że fajnie wyjdzie pokazać kawałek stopy, łydki czy ramienia
6. Nałóż na twarz maseczkę, oczyść pory i dobrze nawilż cerę, ale nie stosuj już żadnych inwazyjnych zabiegów, które mogą zostawić skórę czerwoną i podrażnioną.
7. Umyj włosy. Nie eksperymentuj z kosmetykami, nałóż sprawdzoną odżywkę czy maskę. Uczesz i, o ile nie ustalono inaczej z fotografem, nie stylizuj w żaden sposób
8. Spakuj na spokojnie wszystkie potrzebne rzeczy: stylizację, rekwizyty, dodatki, gadżety i wszystkie potrzebne przedmioty - koniecznie weź ze sobą szczotkę do włosów, agrafki, pomadkę ochronną, jeśli nie będzie wizażystki, to także puder. Nie zostawiaj pakowania na rano, zwłaszcza jeśli jesteś umówiona o jakiejś pogańskiej godzinie. Zwiększa to ryzyko i spóźnienia, i zapomnienia o czymś istotnym.
9. Zrelaksuj się. Jeśli tylko możesz, zrób sobie wieczór dla siebie, włącz ulubiony serial, poczytaj książkę. Wiadomo, nie zawsze się da, ale spokojny wypoczęty umysł bardzo pomaga.
10. Czego nie robić?
Po pierwsze: NIE PIJ ALKOHOLU. Serio. Nawet "tylko troszeczkę". Alkohol ma fatalny wpływ n naszą skórę, na skacowanej szarej i opuchniętej twarzy podkład potrafi się rolować jak makaron. Nawet niewielkie ilości procentów wpływają na stan skóry, a jak chyba większość z nas wie - wyjście "na jedno piwo" często kończy się siedmioma. A kac naprawdę przeszkadza w pozowaniu. Ciężko się skupić na pracy, kiedy łeb nam pęka, zapuchnięte ślepia mrużą się od światła, a żołądek tańczy szaleńczą macarenę.
Po drugie: NIE ZARYWAJ NOCY, wyśpij się - zmęczenie, senność i brak energii oko obiektywu widzi znacznie wyraźniej niż ludzkie, poza tym świeży umysł ma więcej pomysłów.

W DNIU SESJI
1. Zjedz śniadanie. Lekkie, żeby Cię nie wzdęło, ale zjedz lub weź ze sobą. Pozowanie na głodniaka to nic fajnego.
2. Jeśli na sesji obecna jest wizażystka - nie maluj się przed sesją, nawet "tak tylko trochę". Wizażystka i tak zmyje cały Twój wysiłek, a pocieranie wacikiem podrażni skórę. Jeśli wizażystki nie ma - umaluj się zgodnie z ustaleniami z fotografem lub zabierz ze sobą kosmetyki.
3. Najważniejsze! Sprawdź dokładnie dojazd na miejsce sesji, wyjdź z domu odpowiednio wcześniej - punktualność to rzadka cnota, ale bardzo cenna. Nie każ fotografowi na siebie czekać, zrób sobie trochę zapasu na "nieprzewidziane sytuacje", bądź punktualnie. Na wszelki wypadek weź od fotografa numer telefonu i jeśli np się zgubisz - bądź z nim w kontakcie.
4. Baw się dobrze! :)
Dodalibyście coś do tej listy? A może któryś punkt to totalny bullshit? :D
W części drugiej pochylę się nad tajnikami współpracy z fotografem już w trakcie i po sesji. W planach również wpis na temat pozowania w duetach i grupach, ale tu nadal gromadzę materiały ;).
Lady Elbereth na Instagramie
Lady Elbereth na Facebooku



wtorek, 3 maja 2016

Czym różni się stylistka od wypożyczalni?

Jakoś tak ostatnio mam wenę do wymądrzania się - może to dobrze, a może lada dzień, lada wpis dostanę cegłówką przez łeb, żebym wreszcie się zamknęła.
Może tytuł powinien brzmieć raczej "10 powodów, dla których warto mieć stylistkę na sesji".
Ewelina na swoim blogu pisała ostatnio, że suknia sesji nie czyni. I ja się z nią zgadzam w stu, a nawet dwustu procentach Bo nie czyni. I tu chciałabym się trochę powymądrzać w temacie zalet obecności stylistki podczas zdjęć. Bo, oczywiście, można zrobić tak (i większość osób tak robi):
1. Wypożyczyć suknię.
2. Ubrać w nią modelkę.
3. Iść do parku.
4. Robić zdjęcia.
5. Oddać suknię.
W przypadku takiego scenariusza - dla mnie najistotniejszy jest punkt piąty ;). Oczywiście przy wypożyczaniu również staram się pomagać w wyborze i służyć wiedzą i doświadczeniem (o ile, oczywiście, nie spóźnisz się półtorej godziny. Wtedy albo mnie nie zastaniesz, albo zastaniesz bardzo złą i w piżamie). Podpowiadam, prezentuję, podpytuję o urodę modelki, jeśli jest ona nieobecna. Ale często, jak to z wypożyczalniami bywa, klient wybiera sobie suknię ze zdjęć, ja ją przygotowuję, pakuję i potem jedyne, co mnie obchodzi, to by wróciła do mnie w terminie i dobrym zdrowiu.
Fot Kamila Krawczyk, plener Radomskiego
Towarzystwa Fotograficznego.
Apolon przy robocie walczy  z bardzo
efektownym, ale i bardzo złośliwym
trenem.
Ale można też wciągnąć stylistkę w swoją bajkę :) (w moim wypadku, po kilku boleśnie zmarnowanych dniach pod tytułem "Ja jestem sławny/a, trzymaj mje blendę cały dzień, a dostaniesz tak wyczesane fotki, zresztą, ba, samo to, że cię podpiszę pod zdjęciami sprawi, że będziesz przebierać w zleceniach jak w ulęgałkach!" już tylko za portrety królów polskich - ale naprawdę niewiele tych portretów i idzie je uzbierać bez przymierania głodem :) ) Zaraź stylistkę koncepcją, pokaż jej swój pomysł,zabierz na sesję, a zyskasz pełnoprawnego członka ekipy, który, uwierz, wiele wniesie do zdjęć. Zwłaszcza baśniowych, stylizowanych, w których od kreacji i tego jak się ona prezentuje wiele zależy.
Zaczynając od rzeczy najbardziej oczywistych, czyli - ogarnie ciuszki, przywiezie je i ubierze w nie modelki. Halki, gorsety, treny - nierzadko upakowanie w tym modelki przypomina scenki rodzajowe z obrazów barokowych. Tu zasunąć, tam podpiąć, gorset zawiązać... Zdarzało się, że po sesji docierały do mnie zdjęcia w moich ciuchach - a tam kiecka wisi byle jak, halki modelka założyć nie chciała "bo nie", kawałek stanika wystaje gdzie nie powinien czy, o zgrozo, gorset założony jest do góry nogami. Nie zawsze, oczywiście, ale nie były to też odosobnione przypadki. Oprócz tego, że dostarczam stroje na plan i pilnuję, żeby modelka założyła odpowiednie elementy na odpowiednie części ciała, w czasie sesji cały czas dbam o to, by to dobrze wyglądało. Żeby sadełko nie wyłaziło, żeby stanika czy boczków nie było widać, a zwały materiału i falban spódnicy były równo ułożone i doskonale prezentowały się na zdjęciu. Plus - stroje baśniowe to jednorazowe, unikalne zazwyczaj egzemplarze, więc rzadko kiedy idealnie pasują na naszą modelkę - stylista z zestawem agrafek, klamerek i spinaczy wie, jak to złapać, by dobrze wyglądało i nie rozpadło się po trzech minutach. Nie wiem jak inni, ale ja w czasie zdjęć nie klepię w fejsbuka gdzieś w kącie, tylko cały czas uczestniczę w sesji, pilnuję, czy wszystko się trzyma i wygląda jak należy, układam kiecki, obieram je z paprochów i staram się mieć swoją działkę pod kontrolą. Gratis - jak trzeba, to i blendę przytrzymam ;).
Fot Kasia moja ulubiona . Tu akurat pozuję sama, ale
stylizacja również w całości leżała w moich rękach i zadbałam,
by gadżetów był dostatek i możliwe były różne z nimi
kombinacje (gogle, kapelusz, rękawiczki, książka etc etc)
Dalej - im lepiej znam koncepcję, tym większa jest moja inwencja. Mam swoje propozycje, czy to dodatków, czy rekwizytów, czasem ujęć. Inaczej też się przygotowuję do wypożyczania, inaczej, jeśli uczestniczę w sesji. Przy wypożyczaniu - dostajesz w torbie to, za co płacisz, czyli suknię, stylizację czy elementy garderoby. Jeśli stylizuję sesję osobiście - oprócz umówionych ciuszków mam ze sobą wór dodatków, biżuterii i rekwizytów, których nie wypożyczam, bo są zbyt cenne i unikatowe, by ryzykować ich zgubienie lub uszkodzenie (nad ręcznie robionymi dodatkami zdarza mi się siedzieć wiele dni, a są bardzo delikatne, plus miewałam już sytuacje, że unikatowe, specjalnie da mnie robione dodatki "ups, zginęły"). Mam kilka swoich propozycji, możemy się bawić z trzema różnymi parami rękawiczek, kapeluszami, pierścieniami, chustami, czterema wisiorami i zestawem rekwizytów. Nagle z jednej stylówki, dzięki zmiennym dodatkom, robi się kilka. Zwłaszcza, że stylistka na bieżąco w czasie sesji będzie rzucać propozycjami, jak i czego użyć, aby fajnie ze sobą grało i dobrze się prezentowało - bo już to testowała, bo wie, bo zna swoje zbiory, bo ma oko i doświadczenie.
Doradzi też początkującej modelce (niepoczątkującej też może, ale prawdopodobnie nie musi), jakie pozy może przyjąć, by pokazać zalety stroju i dobrze się w nim prezentować - szerokie bufiaste rękawy, kryzy czy spódnice do ziemi, choć piękne, często są zabójcze dla naszej sylwetki i trzeba szczególnie uważać przy pozowaniu, aby zamiast księżniczki nie wyszedł Bobek z Muminków (pozowanie w takich stylizacjach to temat na osobny wpis - kiedyś może napiszę, póki co nieco w tym temacie napisała Ewelina w podlinkowanym wyżej wpisie).
Wyszedł mi trochę post bałwo-auto-chwalczy, bo pisałam przez pryzmat swojej osoby i swoich doświadczeń, ale sądzę, że inne "klimatyczne" stylistki mają podobne do mnie podejście i doświadczenia.
Smutno jest mi trochę, że styliści na sesji są tak bardzo niedoceniani. Z jednej strony obecność stylistki uważana jest za zbędną, bo po co i w ogóle, z drugiej - jak już jest, to traktowanie jej jak służebną pannę ("Weź trzymaj tą blendę!", "Nie założę tej szmaty", "Modelko moja, zdejmij z siebie to gówno" to tylko nieliczne przykłady). Nie wiem na ile się to przekłada np na sesje street fashion, bo w tych klimatach nie siedzę, ale jeśli chodzi o wszelkie baśnie i fantastyki - rola stylisty sprowadza się do dostarczyciela kiecki i "Po co mi stylistka? Przecież sam(a) zrobię to równie dobrze!". Zrobić? Owszem, zrobisz. Równie dobrze? Zapewne nie...
Oczywiście, rozumiem, że żywot artysty ciężki jest w tym kraju, z pieniążkiem słabo, a jak już ten pieniążek jest, to milej go wydać na coś innego, niż na ciuchoogarniacza, zwłaszcza, gdy w sumie nie masz pojęcia, co ten ciuchoogarniacz w czasie zdjęć robi i dlaczego jest potrzebny. Ale może jednak czasem, gdy po głowie krąży Ci świetny koncept, warto zainwestować trochę więcej i mieć pewność, że gorset będzie górą do góry, nie trzeba będzie usuwać z każdego zdjęcia ramiączka od stanika, a każda falbanka będzie na swoim miejscu?

wtorek, 25 sierpnia 2015

Dziesięć przykazań... lumpeksowicza.

Uwaga.
Dziś będzie wpis bez obraskuf.
Improwizując spróbuję stworzyć dziesięć złotych zasad łażenia po lumpeksach, jako weteran z wieloletnim doświadczeniem :P.Może powinnam w ogóle zacząć organizować kursy i trzepać na tym grubą kasę?
Fakt faktem, po lumpach łażę hobbystycznie od lat (jedni zbierają znaczki, inni łażą po punktach odzieży używanej... ot, różnorodność społeczeństwa). Do tego stopnia, że ciuchów mam już pewnie ze cztery tony i prawdopodobnie ktoś kiedyś znajdzie moje zwłoki i w rubryczce "Przyczyna zgonu" wpisze "Uduszona odzieżą". Drugim efektem ubocznym tej formy rozrywki jest fakt, iż nie jestem już w stanie kupować w normalnych sieciówkach - takie toto drogie, takie nudne, takie... bylejakie. Bleh.
Wadą jest, że to uzależnia, a adrenalinka polowania powoduje, że łatwo wylądować z czterema kartonami zbędnej odzieży w piwnicy i pustym portfelem (nie przesadzam).
Nad zaletami lumpeksowania nie będę się rozwodzić, nie czas na to i miejsce. Zakładam, że jak już ktoś tu wlizie, to po lumpkach łazi/chciałby łazić, ale nie umie i duszą i sercem pragnie ratunku i porady w kwestii tej skomplikowanej sztuki. Nie podrzucę też swoich ulubionych adresów - głównie dlatego, że żadna kucharka sekretów swoich przepisów nie zdradza :P, ale poza tym także dlatego, że lumpki zmiennymi są (zarówno w kwestii pojawiania się i znikania, jak i asortymentu - bywa, że się "psują" lub w ujowatym, zdawałoby się, przypadkiem się wyłapie perełkę), a każdy człek potrzebuje czegoś innego, i te, które są cacane dla mnie, mogą być kompletnie nieinteresujące dla kogoś innego (kto, na przykład, szuka markowej odzieży w dobrych cenach, a nie kapeluszy).
Okej, to teraz czas na 10 przykazań lumpeksowicza (totalnie improwizowane, kolejność przypadkowa).

piątek, 14 sierpnia 2015

O "tfp" słów kilka. Tak, ja też.

Wokół sławetnego "te ef pe" narasta ostatnio taka ilość stężonego absurdu, i to atakującego z obu stron barykady, że nie wytrzymię i też wyrażę swą szlachetną opinię w temacie. Bo im więcej ogłoszeń na fejsiuniu widzę, im więcej wiadomości dostaję i im więcej rozmawiam ze znajomymi, tym niżej mi tzytzki opadają i tym bardziej trafia mnie szlag. W każdym wypadku z nieco innego powodu, ale każdy sprowadza się do jednego - ludzie nie mają pojęcia co to jest tfp tudzież używają tego zwrotu do cyckania innych ludzi na potęgę.
Inna kwestia, że ludzie się cyckać często dają.
Sama idea tfp wydawałaby się prosta jak budowa cepa. Ale że nie od dziś wiadomo, że "Idiokracja" to nie komedia, tylko bardzo trafna obserwacja, coraz większa część ludzkości totalnie tej oczywistości nie kuma (albo, co gorsza, kuma i z premedytacją wykorzystuje głupotę innych. Fe, nieładnie). Otóż, tfp mamy wtedy, gdy dwie osoby (lub wiency) reprezentujące podobny poziom i mające równy wkład w sesję, umawiają się na foteczki, które obu stronom (lub wiency) przyniosą podobne, raczej niefinansowe korzyści. Czyli rozbudowujemy sobie portfolio, zbieramy lajki na fejsiuniu tudzież lubciamy podobną estetykę, mamy zayebisty koncept i robimy zdjęcia for fun. Proste, prawda? Fotograf wnosi swoje umiejętności cykania fotek i sprzęt, modelka wnosi swoje umiejętności wyginania się i robienia min, swój wygląd (w teorii zadbany i ładny) i zwykle kawałek swojej szafy.